Adam Kuna, jeden z funkcjonariuszy sądeckiej SB, którego zdjęcie i dane znaleźć można na wystawie „Twarze sądeckiej bezpieki”, chce, by IPN powiedział o nim prawdę.
– Nigdy nie byłem starszym inspektorem Zespołu ds. SB Wydziału Inspekcji WUSW w Nowym Sączu – powiedział Adam Kuna podczas spotkania z prof. Jerzym Terleckim, dyrektorem krakowskiego IPN w sądeckim ratuszu.
Pojawienie się przy takiej okazji człowieka przyznającego otwarcie, że pracował w komunistycznym aparacie represji, wywołało spore zaskoczenie. Nie krył go także prof. Ryszard Terlecki.
– Informacja o tym przypadku dotarła do mnie w drodze na to spotkanie. Mogę jedynie obiecać, że pana teczka zostanie dokładnie sprawdzona. Nie może pan jednak zaprzeczyć, że pracował dla SB, o której dziś wiemy, że była organizacją przestępczą – odpowiedział szef krakowskiego IPN.
Temu Adam Kuna rzeczywiście nie zaprzecza. Jak twierdzi, w 1981 roku złożył podanie o pracę w milicji. Według jego opowieści przypadek sprawił, że trafił do SB. Szeregi Służby Bezpieczeństwa miał opuścić w połowie 1984 r. pozostając jednak w resorcie jako funkcjonariusz milicji. Po przełomie pod koniec lat 90., Adam Kuna nie został poddany weryfikacji. Pracował w niej krócej niż przewidywały przyjęte dla weryfikowanych kryteria. W służbie pozostaje do dziś. Już jako policjant brał udział między innymi w polskich misjach pokojowych w krajach byłej Jugosławii. Dziś zajmuje się szkoleniem, między innymi z zakresu praw człowieka.
Adam Kuna zapewnia, że publiczne wystąpienie podczas spotkania z szefem krakowskiego IPN w ratuszu nie jest próbą wybielenia swojej biografii. Chodzi jedynie o prawdę.
Rozmowa z Adamem Kuną
∑ Jak dziś, z perspektywy ponad 20 lat, ocenia Pan decyzję o wstąpieniu do SB? Profesor Terlecki powiedział wprost: SB była organizacją zbrodniczą.
– Pracowałem wtedy bez dzisiejszej wiedzy o tych zbrodniach. Można dzisiaj mówić, że tylko głupcy nie wiedzieli czym zajmuje się SB. Niestety takich głupców jak ja, jak można ich dzisiaj nazwać, było wielu. Ja nie wierzyłem, by ktokolwiek z moich współpracowników z mojego pokolenia był zdolny do popełniania morderstw. Dla mnie zamach na księdza Popiełuszkę to był szok. Z czymś takim nie zetknąłem się tu w Nowym Sączu. Co niektórzy nawet powtarzali: pamiętajcie, żebyście nie zrobili niczego takiego, po czym nie będziecie mogli spojrzeć w swoją twarz w lustrze.
∑ Kto tak mówił?
– Nawet mój ówczesny naczelnik.
∑ Nie wiedział Pan o metodach działania SB pracując w SB?
– Czym innym jest to, co się słyszy, jak wtedy w radiu Wolna Europa, a czym innym jest uznać to za prawdę i uwierzyć, że tak się dzieje.
∑ Dzisiaj Pan o tym wszystkim już wie. Nie ma Pan potrzeby odpowiedzenia samemu sobie na pytanie, dlaczego wtedy tak wybrałem?
– Do dzisiaj nie odpowiedziałem sobie na to pytanie. Ja składałem podanie o pracę w milicji. To był zbieg różnych okoliczności, wpływ różnych ludzi, którzy podpowiadają: chodź tutaj, tu jest atrakcyjna praca. Ja się polityką nie interesowałem na tyle, żeby wnikać i zastanawiać się nad tym wszystkim.
∑ Wspomina Pan zamordowanie księdza Popiełuszki. Nie pojawiły się wtedy wątpliwości? Nie rozmawialiście na ten temat?
– Nikt z kolegów, z którymi pracowałem, nie przypuszczał, że coś takiego mogło się zdarzyć.
∑ Potem jednak odbywał się proces, jakkolwiek oceniać jego przebieg, jednak wszystko było jasne – księdza Popiełuszkę zamordowało SB.
– Oczywiście, zrobiła to SB. W SB znaleźli się jacyś degeneraci.
∑ Sami sprawcy, to byli jednak wysocy oficerowie?
– Owszem. Nie wiem, może Nowy Sącz był takim zaściankiem, w którym niewiele wiedzieliśmy o tym, co tak naprawdę się dzieje. Ja byłem młody, nie byłem w tej służbie kimś ważnym, kto zna wszystkie tajemnice. Ja się wtedy uczyłem, studiowałem na Akademii Spraw Wewnętrznych.
∑ To była Pana pierwsza praca?
– Na moje nieszczęście tak i to w przededniu stanu wojennego.
∑ Czym się Pan zajmował?
– Kiedy wybuchł stan wojenny ja dopiero się wdrażałem, byłem szeregowym funkcjonariuszem i nikt nie powierzał mi jakichś poważnych misji. Nie kryję jednak tego, że pracowałem w Wydziale III.
∑ Czyli zajmował się Pan inwigilacją opozycjonistów?
– Tak. To były różne zadania. Uczestniczyłem na przykład w przeszukaniach. Niektórzy ludzie mnie pamiętają. Mam nadzieję, że nie jest to zła pamięć. Nie brałem natomiast udziału w przesłuchaniach, byłem za mało doświadczony. Nie chcę się tłumaczyć. Nie odpowiem panu na pytanie czy, gdyby wtedy powierzono mi jakieś inne zadania, czy byłbym aktywniejszy. Ja tego zwyczajnie nie wiem.
∑ Dziś usłyszał Pan, że sama praca w SB jest winą.
– Tak, ale zaszokowała wypowiedź, w której jeden z uczestników tego spotkania domagał się wyplenienia z korzeniami rasy jakiegoś całego pokolenia UB–eków czy SB–ków. Użył porównania do śmierdzącej konserwy, którą trzebaby usunąć nie zagrażała zatruciem. Można żądać rewanżu, ale to jest żądanie tych samych metod jakie stosowano w tym czasie. Przecież na tym miała polegać zmiana, na tym polega chrześcijańskie przesłanie, żeby było inaczej. Trudno mi o tym mówić, ale bardzo mało widzę tego przesłania, to jest czasem zwykła nienawiść.
∑ Nie próbuje Pan zrozumieć, że ktoś, kto w tamtych czasach naprawdę wiele wycierpiał, ma prawo do takiej opinii? Nie twierdzę, że od Pana, ale od ludzi, którzy nosili ten sam mundur i tę samą legitymację co Pan.
– Ludzie są różni. Są ludzie, którzy siedzieli, którzy cierpieli i dzisiaj oni są umiarkowani w rozliczaniu innych. Są też tacy, którzy mniej wycierpieli, a dziś mają więcej na ten temat do powiedzenia. Dzisiaj odwaga nie jest tak droga, jest o wiele tańsza niż była kilka lat temu. Wielu z tych, którzy wówczas trafiali za kraty mieli szacunek nawet wśród pracowników SB, przynajmniej tych, których miałem okazję poznać.
∑ Byłby Pan gotów powiedzieć tym ludziom dzisiaj: to wy mieliście rację, ja się pomyliłem?
– Ja już to powiedziałem. Gdybym wtedy wiedział to, co wiem dzisiaj, to moja droga życiowa wyglądałaby zupełnie inaczej. Tym samym przyznaję, że nie jestem szczęśliwy, nie jestem zadowolony z tego, co kiedyś miało miejsce. Nie zamierzam i nie mogę się wypierać i fałszywie spuszczać wzrok. Mówić, że to nie jestem ja. Każdy, kogo bym skrzywdził, ma prawo wiedzieć kim byłem i kim jestem dzisiaj, ale mam nadzieję, że takich ludzi nie ma. Można mi zarzucić, że pracowałem w aparacie, owszem nie zaprzeczam, ale dla takich ludzi jak ja, karą jest również zrozumienie, że popełniłem w życiu błąd. Ja się tego nie wypieram i nie uciekam przed tym. Przecież gdybym dzisiaj nie przyszedł tutaj, nie wstał, nie odezwał się, to może na moją teczkę nikt by już nie trafił. Dzisiaj zaryzykowałem bardzo dużo, może nawet swoją pracę, całe przyszłe życie.
∑ Podczas tego spotkania mówiono też o konieczności poznania prawdy o tamtym systemie, co ma pomóc w odróżnianiu dobra od zła. Kiedy dziś rozmawia Pan ze swoimi dziećmi, jak uczy ich Pan wybierać?
– To jest upraszczanie, prosty podział na dobro i zło, białe i czarne. Czasem człowiek nie dostrzega, że coś co wybrał, okaże się naganne, że instytucję, w której pracuje ktoś kiedyś nazwie zbrodniczą.
– Jednak to czego doświadczamy jest swoistą lekcją, czasem bolesną, ale dającą naukę. Lekcją, którą trzeba przyjąć, czegoś się nauczyć.
– Czasem nachalna retoryka w stosunku do innych ludzi przynosi odwrotny skutek. Moje dzieci wiedzą, że ja z tego wyboru nie jestem dumny. Muszę to w jakiś sposób próbować zrozumieć i jakoś przyjąć, że być może był w tym oportunizm?
∑ Po tym publicznym wystąpieniu jest Panu lżej?
– Ja się tego nigdy nie bałem. Obawiam się jedynie takiego ekstremalnego niezrozumienia, nawet braku chęci by zrozumieć jak to możliwe, że w tamtych latach ktoś mógł wierzyć w system i służyć w SB uważając się za przyzwoitego człowieka.
slawomir wrona
Autor artykułu: