Marsz Pamięci przeszedł ulicami Krakowa

March 17th, 2008

Około tysiąca osób wzięło udział w Marszu Pamięci zorganizowanym dziś w Krakowie. W 65. rocznicę likwidacji Getta Krakowskiego do miasta przybyło blisko 100 Żydów z Izraela, Wielkiej Brytanii i Argentyny, w tym ocaleni z zagłady.

Setki osób zebrały się w południe na Placu Bohaterów Getta (dawnym Placu Zgody), gdzie w marcu 1943 roku naziści dokonali selekcji ludności żydowskiej. Tu nastąpiła krótka ceremonia, w której udział wzięli duchowni oraz najważniejsi przedstawiciele regionu: Jerzy Miller, wojewoda małopolski; Marek Nawara, marszałek województwa małopolskiego; Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa oraz Tadeusz Jakubowicz, prezes gminy wyznaniowej żydowskiej w Krakowie.

Na miejscu można było spotkać wielu świadków wydarzeń sprzed 65 lat. Z możliwości porozmawiania z nimi chętnie korzystali, licznie zgromadzeni, przedstawiciele mediów. Ocaleni ze wzruszeniem opowiadali o tym, jak udało im się przetrwać, ale także o śmierci swoich najbliższych. Edward Mosberg z USA mówił m.in. o wykonywanych przez nazistów dosercowych zastrzykach z benzyny.

- Musimy zawsze pamiętać o tej okropnej zbrodni, ale nie wolno nam jej wybaczyć. Wybaczyć mogą jedynie ci, którzy tutaj zginęli – powiedział. Wspominano także niemieckiego przemysłowca Oskara Schindlera i licznych Polaków, którzy pomagali ludności żydowskiej. Następnie ulicami: Limanowskiego, Wielicką i Jerozolimską na teren byłego obozu przejściowego „Płaszów” wyruszył niemy marsz. Była to ta sama trasa, która 65 lat temu dla większości Żydów okazała się drogą do śmierci. Przy pozostałościach murów getta złożono kwiaty i znicze, a przy pomniku pomordowanych Żydów w Płaszowie odmówiona została modlitwa za zmarłych – kadisz.

Nieoficjalne Marsze Pamięci odbywały się w Krakowie już w latach osiemdziesiątych. Dziś wydarzenie włączone jest w program pięciodniowych obchodów rocznicy likwidacji Getta Krakowskiego. Organizuje je Stowarzyszenie Festiwal Kultury Żydowskiej, honorowy patronat nad wydarzeniem obejmuje wojewoda, a mieszkańcy małopolski biorą w marszu coraz liczniejszy udział.

Getto Krakowskie

Krakowskie getto zostało utworzone z polecenia gubernatora Otto Wachtera w 1941 roku. W części dzielnicy Podgórze, którą początkowo zamieszkiwało nieco ponad 3 tysiące osób, stłoczono około 16 tysięcy ludzi. Teren otoczono murem w kształcie żydowskich nagrobków (macew), a za jego przekroczenie groziła kara śmierci.

Masowe wywózki ludności żydowskiej do obozów zagłady rozpoczęto w maju 1942 roku, a po 10 miesiącach dokonano ostatecznej likwidacji getta. Wtedy za murami zamordowano około 2 tysięcy osób, w tym chorych, których rozstrzeliwano na szpitalnych łóżkach. 8 tysięcy Żydów zdolnych do pracy zostało przetransportowanych do obozu Kraków – Płaszów, pozostali zginęli w Auschwitz. Przed wybuchem II wojny światowej w Krakowie mieszkało 64 tysiące Żydów. Wojnę przeżyło niespełna tysiąc z nich.

Autor artykułu: Michał Osienkiewicz

Rafał Jewtuch mistrzem Polski w snookerze

March 17th, 2008

W rozegranych w Warszawie XVI Mistrzostwach Polski w snookerze triumfował Rafał Jewtuch. To jego czwarty tytuł mistrzowski. W finale pokonał Marcina Nitschke 7-6.

Zawody trwały od czwartku w warszawskim klubie 147 Break.
Właścicielem klubu jest wiceprezes Polskiego Związku Snookera i Bilarda Angielskiego Jarosław Kowalski – w przeszłości dwukrotny Mistrz Polski w snookerze (w latach 2004 i 2005). Do rywalizacji przystąpiło 32 zawodników. W pierwszej fazie mistrzostw walczyli oni w czteroosobowych grupach. Rozgrywki grupowe zakończyły się w sobotę rano wyłonieniem najlepszej “16″. Już na tym etapie rywalizacji nie zabrakło niespodzianki. Odpadł bowiem jeden z faworytów 22-letni Mariusz Sirko.

Mecze 1/8 finału toczyły się do 4 wygranych frejmów. Co ciekawe tylko jeden zawodnik z czołówki miał w tej fazie imprezy małe problemy. Był to Marcin Nitschke, który pokonał 4:3 Adama Stefanówa. W meczach ćwierćfinałowych warto odnotować zwycięstwo Jarosława Kowalskiego nad Michałem Wróblem 4:2. Pochodzący z Wrocławia Wróbel we wcześniejszych meczach nie stracił nawet frejma, a Kowalski z trudem wyszedł z grupy. Niespodzianka stała się faktem.

Półfinały
Mecze półfinałowe, które rozegrano w niedzielę przedpołudnie toczyły się już do 5 zwycięskich gier. Oba spotkania były niezwykle wyrównane. Dość powiedzieć, że zawodnicy musieli rozegrać maksymalną liczbę frejmów, by wyłonić finalistów. Warto zwrócić uwagę na 16-letniego Michała Zielińskiego. Młody zawodnik na co dzień ćwiczy pod okiem Jarosława Kowalskiego w klubie 147 Break. Wiceprezes PZSiBA podczas rozmowy ze mną stwierdził, że Zieliński już w tym roku może atakować krajową czołówkę. I rzeczywiście. Wynik meczu półfinałowego z Marcinem Nitschke 4:5 mówi sam za siebie. W drugiej parze półfinałowej znaleźli się Rafał Jewtuch i Jarosław Kowalski. Przy stole mieliśmy zatem dwóch jedynych rodzimych zawodników, którzy osiągnęli w karierze maksymalny snookerowy brejk – 147. W obu przypadkach były to mecze treningowe. Wyrównany mecz wygrał Jewtuch 5:4. Wynik powinien jednak cieszyć Kowalskiego. Jak sam przyznał od dwóch lat zaangażował się bardziej w pracę w Związku i swoim klubie i nie trenuje już tyle co kiedyś. Analizując mecze półfinałowe warto także zauważyć, że aż trzech zawodników w tej fazie pochodzi z Warszawy. Jedynie Nitschke wywodzi się z Zielonej Góry.

Finał
W finale spotkali się Rafał Jewtuch i Marcin Nitschke. To bardzo znane nazwiska w snookerowym światku. Nie powinno zatem dziwić, że spotkanie finałowe było bardzo wyrównane. Pierwsza sesja finału rozgrywanego do 7 wygranych frejmów zakończyła się wynikiem 3:3. Zaczęło się dość obiecująco. Pierwszego frejma wygrał Jewtuch osiągając brejka 64. Kolejne partie to krótkie wizyty przy stole. Widać było wzajemny szacunek obu utytułowanych graczy.

Kiedy zawodnicy udali się na przerwę swoje nieprzeciętne umiejętności prezentował Bogdan Wołkowski. Pokazy wielokrotnego mistrza świata w trickach snookerowych były jednak tylko preludium przed najważniejszą częścią wieczoru. Kolejne partie nie przybliżały nas do końcowego rozstrzygnięcia. Po 12 frejmach na tablicy wyników widniał wynik po 6. O tytule mistrzowskim zadecydować miał ostatni frejm. Mimo początkowego prowadzenia Nitschkego tytuł wywalczył Rafał Jewtuch.

Dodam, że najwyższego brejka w turnieju zdobył Marek Zubrzycki – 119. Tym samym otrzymał nagrodę finansową od organizatorów. Jak mówił Jarosław Kowalski w polskim snookerze trwa zmiana pokoleniowa. Jej efektem jest nie tylko brązowy medal Michała Zielińskiego, ale także obecność na mistrzostwach kilku młodziutkich zawodników. Dla 12-letniego Kamila Pilarskiego, 14-letniego Macieja Relicha czy o rok starszego Piotra Majcherczyka zawody były świetną lekcją i doświadczeniem, które może zaprocentować w kolejnych latach.

Mistrz Polski będzie miał prawo reprezentować nasz kraj na Mistrzostwach Europy. Jak się dziś okazało odbędą się w Lublinie w pierwszej połowie czerwca. Taką informację przywiózł sekretarz generalny European Billiards & Snooker Association Maxime Cassis, który obserwował mecz finałowy XVI Mistrzostw Polski.

Autor artykułu: Patryk Serwański

Zwycięstwo Tomasza Sikory! Świetna Gwizdoń!

March 9th, 2008

Tomasz Sikora nie miał sobie równych podczas podczas zawodów biathlonowego pucharu świata w rosyjskim Chanty – Mansijsku. Polak zwyciężył w biegu ze startu wspólnego. Bardzo dobrze spisała się Magdalena Gwizdoń, która była 6.

Startujący z numerem 12 Sikora jak zawsze rozpoczął dość wolno. Nie od dziś wiadomo, że Polak nie lubi tłoku i trzyma się raczej na końcu stawki. Pierwsza wizyta na strzelnicy i bezbłędne strzelanie dało Sikorze awans na 12 pozycję. Był w czołowej grupie, ze stratą 9 sekund do lidera Dimitra Jaroszenki. Po drugim strzelaniu w pozycji leżącej nasz najlepszy biathlonista awansował na miejsce 8. Do Jaroszenki tracił 10 sekund. Fatalnie w tej próbie spisał się młody Norweg Emil Hegle Svendsen, który zanotował 4 pudła i właściwie odpadł z rywalizacji. Pudło zaliczył także król biathlonu Ole-Einar Bjoerndalen.

Na kolejnej pętli Sikora przyspieszył, przez moment był trzeci, a na strzelnicy zameldował się jako piąty. Tym razem reprezentant Dynamitu Chorzów wpakował pięć naboi do tarczy z pozycji stojącej. Zawodnicy z czołówki pudłowali. Norweg Braatsven, wspomniany Jaroszenko, Niemiec Graf i Czech Slesingr. Sikora wybiegł ze strzelnicy jako drugi, niespełna sekundę po reprezentancie gospodarzy Iwanie Czerezowie. Tuż za nimi biegł Francuz Defranse. Reszta zawodników traciła już do czołówki ponad 20 sekund!

Polak i Rosjanin szybko zgubili Defranse’a, którego strata powiększyła się do 18 sekund. Reszta stawki była ponad pół minuty za prowadzącą dwójką. Było jasne, że o zwycięstwie zadecyduje ostatnie strzelanie, ponownie w pozycji stojącej.

Na strzelnicę Sikora i Czerezow wpadli z trzydziestosekundową przewagę nad słabo biegnącym Defransem. Rosjanin pomylił się aż trzykrotnie! Wszystko było w rękach Sikory, ten jednak zaliczył jedno pudło. Polak pobiegł na karną rundę, wtedy na stadion wpadli Bjoerndalen, Defrasne, Slesingr i kilku innych zawodników. Szybkie, bezbłędne strzelanie mogłoby dać tym zawodnikom szanse na walkę o końcowy triumf w zawodach. Wszyscy jednak popełniali błędy i z jednym bądź dwoma pudłami zmuszeni byli biegać karne rundy. Wtedy Sikora był już na trasie z prawie trzydzistosekundową przewagą nad drugim zawodnikiem. Zwycięstwo stało się faktem.

Polak samotnie pokonał ostatnią pętlę i po przebiegnięciu 15 kilometrów zameldował się na mecie. Polski kibic biathlonu, a za takiego się uważam, rzadko ma okazję oglądać polskiego zawodnika, który niezagrożony mknie po triumf w zawodach pucharowych. Tym większe słowa uznania dla Tomasza Sikory. Były mistrz świata z Anterselvy i srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich z Turynu po raz kolejny pokazał wielką klasę. Miejmy nadzieję, że świetne starty Polaka w Rosji (wczoraj w biegu na dochodzenie był 2.) spowodują, że zobaczymy go na olimpijskich trasach w Vancouver. Dodajmy, że zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zapewnił sobie Bjoerndalen. To jego piąty triumf w karierze i nowy rekord w tej dyscyplinie sportu.

Wyniki: bieg mężczyzn ze startu wspólnego na 15 km.
1. Tomasz Sikora POL 41.20,8 (1)
2. Daniel Graf GER +15,1 (2)
3. Michal Slesingr CZE + 15,1 (2)
4. Iwan Czerezow ROS + 16,0 (4)
5. Nikołaj Krugłow ROS +20,8 (3)
6. Ole-Einar Bjoerndalen NOR +23,9 (4)
7. Vincent Defrasne FRA +35,0 (1)
8. Andreas Birnbacher GER +39,1 (4)
9. Dimitri Jaroszenko ROS +40,1 (3)
10. Alexander Wolf GER +43,7 (1)

Zwycięstwa Tomasza Sikory:
1994/95
Anterselva (MŚ), bieg na 20 km
2005/06
Kontiolahti, bieg na 15 km ze startu wspólnego
2007/08
Oberhof, sprint
2007/08
Chanty Mansijsk, bieg na 15 km ze startu wspólnego

W biegu pań na 12,5 km triumfowała reprezentantka Niemiec Katrin Hitzer. To jej drugie zwycięstwo w karierze i…drugie w ten weekend. Wczoraj Niemka zwyciężyła w biegu pościgowym. Druga była jej rodaczka Magdalena Neuner. Strzelała co prawda fatalnie (5 pudeł) ale jak zawsze fantastycznie biegła. Na najniższym stopniu podium znalazła się reprezentantka gospodarzy Swietłana Slepcowa. Magdalena Gwizdoń zajęła bardzo dobre 6 miejsce. Polka miała trzy pudła. W każdym z trzech pierwszych strzelań pudłowała po razie. Ostatnia wizyta na strzelnicy była wreszcie idealna i Gwizdoń była 5. Potem goniła jeszcze Ukrainkę Oksanę Chwostienko, ale w końcówce zabrakło jej sił. Warto dodać, że pani Magdalena bardzo dobrze biegła i szybko strzelała. Szkoda, że zabrakło precyzji takiej jak u Tomasza Sikory.

Przyzwoicie wypadła druga z naszych reprezentantek Krystyna Pałka. Bezbłędne strzelanie w dwóch ostatnich wizytach na strzelnicy dało jej. Szkoda, że Polka słabo strzelała w pozycji leżącej, gdzie spudłowała aż trzykrotnie.

Wyniki: bieg kobiet ze startu wspólnego na 12,5 km.
1. Katrin Hitzer GER 38.04.09 (2)
2. Magdalena Neuner GER + 19,2 (5)
3. Swietłana Slepcowa ROS + 33,3 (3)
4. Oksana Chwostienko UKR + 1.21,3 (2)
5. Silvie Becaert FRA + 1.28,6 (2)
6. Magdalena Gwizdoń POL + 1.30,7 (3)
7. Michaela Pozna ITA + 1.38,7 (2)
8. Ann Kristin Flatland NOR + 1.44,0 (2)
9. Jekaterina Juriewa ROS + 1.50,8 (6)
10. Tora Berger NOR + 1.59,4 (3)

17. Krystyna Pałka POL + 2.36,1 (3)

Autor artykułu: Patryk Serwański

Rosja na polu minowym

October 28th, 2007

O rosyjskich służbach specjalnych i reżimie Władimira Putina rozmawiali w piątek Jurij Felsztinski i dr Tadeusz A. Kisielewski. Dyskusję panelową z ich udziałem zorganizowała Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie.

Jurij Felsztinski, w Polsce znany przede wszystkim jako współautor książki “Wysadzić Rosję”, którą napisał wraz z przyjacielem Aleksandrem Litwinienką,
jest z wykształcenia historykiem. Studiował w Moskiewskim Państwowym Instytucie Pedagogicznym, a następnie na Brandeis w Stanach Zjednoczonych, dokąd wyemigrował w 1978 r. Podczas swojej pracy naukowej zajmował się zbieraniem i opracowywaniem dokumentów archiwalnych, spod jego pióra wyszło także kilka książek, z “The bolshevics and the left SRS” oraz “The failure of world revolution” na czele.

Polityka, pieniądze i władza

Ocena, którą stawia Jurij Felsztinski poziomowi demokracji w Rosji jest niepokojąco niska. Brak tradycji demokratycznych w tym kraju służy podtrzymywaniu zależności mediów od aparatu państwowego. Wolność słowa, a tym samym swoboda prasy i telewizji kończy się tam, gdzie wkracza Federalna Służba Bezpieczeństwa. Zdaniem rosyjskiego historyka nie ma najmniejszych szans na wolne wybory w 2008 r. Prezydentem po raz kolejny zostanie jeden z oficerów FSB, przenikającej niemalże wszystkie struktury w państwie i sięgającej nawet poza granice Federacji Rosyjskiej. Diagnozując sytuację w swojej ojczyźnie, Felsztinski zwraca uwagę na przepaść finansową pomiędzy Moskwą i Petersburgiem a resztą terytorium Rosji. Wspomina, że w rozwijającej się stolicy skoncentrowana jest większość przepływów pieniężnych, tymczasem reszta terytorium wciąż tkwi w XIX wieku. Powszechny dobrobyt pozostaje mitem, skwapliwie pielęgnowaną i zaczerpniętą z radzieckiej propagandy utopią. Szanse na wyrównanie majątkowych dysproporcji i wejście Rosji na drogę rozwoju są tym mniejsze, im więcej wykształconych ludzi opuszcza kraj. Niestety, władze wydają się nie rozumieć tej zależności.

W swoich rozważaniach Felsztinski dotyka kwestii rozbudowanej siatki powiązań funkcjonariuszy rosyjskich służb specjalnych z oligarchami stojącymi na czele kontrolowanych przez polityków korporacji. Dzięki takim relacjom możliwa była interwencja Borysa Bierezowskiego i Romana Abramowicza, przeprowadzona w 1996 r. i mająca na celu przekonanie Borysa Jelcyna do kandydowania w wyborach prezydenckich. Przedsiębiorcy obawiali się destrukcji systemu rynkowego, której mogliby dokonać spadkobiercy KGB. Jelcyn natomiast był uważany przez nich za kandydata demokratycznego i godnego zaufania. Obdarzając go poparciem, zdołali zapewnić władzę także sobie. Okres rządów Borysa Jelcyna Felsztinski określa jako czas budowania społeczeństwa obywatelskiego. Niestety, czas zmarnowany. A to wszystko za sprawą przejęcia urzędu prezydenta przez Władimira Putina, byłego dyrektora FSB. Na wyjaśnienie zasługuje kwestia, dlaczego jedynymi kandydatami do przejęcia władzy byli ludzie związani ze służbami specjalnymi. Otóż – jak mówi dr Tadeusz A. Kisielewski, autor książki „Schyłek Rosji”, pozostałości po KGB były jedynymi strukturami, które jeszcze scalały kraj. Poza tym, Jelcyn chciał następcy, który będzie sprawował realną władzę w państwie. Dlatego też po jego rezygnacji, obowiązki prezydenta przejął Władimir Putin. Człowiek, który stworzył system umożliwiający mordowanie niepokornych, zbyt dociekliwych dziennikarzy i opozycjonistów.

Granice bezprawia?

Zdaniem Felsztinskiego winę za zabójstwa rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej oraz byłego agenta służb specjalnych Aleksandra Litwinienki ponoszą rosyjskie służby, mogące działać z polecenia dyrektora FSB Patruszewa lub samego prezydenta Putina. Wszelkie ślady służące śledztwom w sprawie tych dwóch morderstw, usilnie starano się zatrzeć. Na razie z dobrym skutkiem. Niestety nawet państwa demokratyczne, świadome metod działania charakterystycznych dla reżimu Putina, nie mogą w żaden stanowczy sposób zareagować. Kwestie łamania fundamentalnych praw człowieka, na które mogłyby się powołać, pozostają wewnętrzną sprawą Rosji. Poza tym trudno jest mówić o reakcji międzynarodowej opinii publicznej, skoro rosyjskie społeczeństwo w większości nie jest świadome okrucieństwa i bezprawia służb specjalnych. Jedyną nadzieją, według Felsztinskiego, jest konflikt wewnętrzny. Systemy takie jak ten stworzony przez Putina mają pewną cechę wspólną: ich schyłek nadchodzi wraz z początkiem rywalizacji o coraz większe wpływy i pieniądze. W przypadku współczesnej Rosji załamanie może nadejść wyjątkowo szybko, gdyż zdaniem historyków, Federacja Rosyjska jest formacją znacznie słabszą od ZSRR, a i tej nie udało się przetrwać.

Pod rozwagę

Jurij Felsztinski zostawił swoich słuchaczy z dość smutnym wnioskiem na temat stosunków polsko-rosyjskich. Jego zdaniem pełna akceptacja i ciepłe relacje są raczej niemożliwe do osiągnięcia, zbyt wiele tragicznych momentów w naszej wspólnej historii. Pocieszeniem dla Polaków może być fakt, że nasz kraj już jest częścią Europy, podczas gdy Rosja jeszcze nie wybrała, którą z dróg chce podążać.

Autor artykułu: Natalia Łach

Biegnąc po cud…

October 27th, 2007

Film ku pokrzepieniu – niekoniecznie ckliwy a wzruszający. Taki jest najnowszy obraz Tomasza Wiszniewskiego, zdobywca 3 nagród Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, “Wszystko będzie dobrze”.
Film opowiada historię trudnej przyjaźni dwunastolatka, któremu los nie szczędził cierpienia i jego staczającego sie na dno trenera. Reżyser w sposób realistyczny pokazuje polską prowincję – biedną, pijaną, ale mająca potężną wiarę. To ona daje Pawełkowi (Adam Werstak) siłę do walki o inny, lepszy los.

Matka chłopca jest śmiertelnie chora. Lekarze uważają, że uratować ją może jedynie cud. Paweł, który trenuje biegi długodystansowe, “zakłada się” więc z Matką Boską, że jeśli dobiegnie ze swojego rodzinnego Mielna na Jasną Górę, jego mama wyzdrowieje. Osiągnąć zamierzony cel pomaga mu nauczyciel wuefu. W tej roli występuje Robert Więckiewicz, który udowodnił swój wielki aktorski kunszt. Grany przez niego trener Andrzej to połączenie wielu sprzecznych emocji – siły i zwątpienia, spokoju i nerwowości.

Podobnie Pawełek nie jest postacią powierzchowną i jednoznaczną, wykreowaną na niewinne, cierpiące dziecko. Chłopiec, wychowany w trudnych warunkach, doskonale wie co kraść, jak oszukać aby przetrwać. Jest rozczulający w swej naiwnej wierze ale zarazem krnąbrny i niepokorny. Świat przedstawiony w filmie to świat ludzi dotkniętych cierpieniem, nieszczęściem. Jest to obraz bardzo autentyczny. Szczególnie poruszają sceny pokazujące Andrzeja na alkoholowym głodzie, czy wyjącą z bólu matkę. Tworzą one silny kontrast z niemym i nieruchomym posągiem Matki Boskiej. Wszystko to podkreśla wyjątkowość opowieści, prawdziwej i smutnej a jednocześnie pełnej nadziei, że wszystko będzie dobrze.

Film otrzymał 3 nagrody na XXXII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni – za najlepszą reżyserię
(Tomasz Wiszniewski), najlepszą muzykę (Michał Lorenc) oraz za rolę męską pierwszoplanową (Robert Więckiewicz).

Autor artykułu: Aleksandra Świątek

“Transfer” – obraz amerykańskiej paranoi

October 27th, 2007

Amerykanie są dziwni. Od dawna tak uważam. Ciągle podkreślają swoją wyjątkowość, a odkąd przytrafił się im 11 września, stają się wręcz nie do zniesienia. W Transferze, który mojego zdania o nich nie zmienił, głośno odbijają się echa tego dnia.

Reżyser Gavin Hood znany jest w Polsce głównie z tego, że wyreżyserował w “Pustyni i w puszczy”. Film lekki i przyjemny. Zrealizował również “Tsotsi” – zgoła odmienny obraz, który zdobył nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej. Teraz mamy okazję obejrzeć kolejne jego dzieło.

Egipcjanin Anwar El-Ibrahimi (Omar Metwally) od 20 lat mieszkający w USA, mający amerykańską żonę (Reese Witherspoon), syna, kolejne dziecko w drodze oraz 200 tysięcy dolarów rocznego dochodu, zostaje nagle podejrzanym o pomoc w zorganizowaniu zamachu terrorystycznego w jednym z państw Północnej Afryki (widz nie dowiaduje się dokładnie jakie to państwo). Na podstawie czego? Otóż na podstawie billignów jego rozmów telefonicznych, jak się później okazuje nie do końca dobrze sprawdzonych oraz tytułu inżyniera chemii, zdobytego na jednym z amerykańskich uniwersytetów.

Wracającego z konferencji naukowej w RPA El-Ibrahimi’ego wyciągnięto z tłumu na lotnisku, skuto i wykasowano z listy pasażerów. Nikt nie powiadamia jego żony, ani tym bardziej jego samego, co się tak właściwie stało. Nie zostaje jednak złamane prawo. To standardowa procedura wdrożona po 2005 roku, w razie podejrzenia o terroryzm.

Decyzją zimnej i wyrachowanej Corrine Whitman (znakomita Meryl Streep) Anwar trafia do Północnej Afryki, gdzie zostaje poddany brutalnym przesłuchaniom mającym na celu wymuszenie (to dobre słowo) zeznań. Przypatruje się temu młody agent CIA Douglas Freeman (Jake Gyllenhaal), który – jak przystało na porządny hollywódzki film – przechodzi duchową przemianę pod wpływem bestialskich przesłuchań.

Film ma jeszcze kilka innych wątków – sprzeciw młodej muzułmanki wobec ojca, który sam wybrał jej kandydata na męża. Pokazane jest też szkolenie młodych terrorystów. Wszystko jednak jest idealnie złożone. Widz się nie gubi w fabule, a na koniec zostaje zaskoczony retrospekcją.

“Transfer” również szokuje. Można się zacząć zastanawiać czy aż tak bezwzględne działania są konieczne, czy Amerykanom naprawdę wszystko wolno. Zwłaszcza, patrząc na to, co w rzeczywistości robi administracja prezydenta Busha. Postać grana przez Meryl Streep argumentuje, że właśnie dzięki takim działaniom można było zapobiec zamachom w Londynie. Odnosi się wrażenie, że w wykrywaniu sprawców zamachów żadne zasady etyczne i moralne nie obowiązują. Ale z drugiej strony czy terroryści przejmują się etyką i moralnością gdy planują kolejny zamach?

Autor artykułu: Marta Jurkiewicz

Jak za najlepszych lat

September 6th, 2007

W miniony weekend odbyły się ostatnie zawody Grand Prix Sopotu. Na miejscowym molo klasą dla siebie była poznanianka Teresa Zarzeczańska. W imprezie wystartowało ponad 100 zawodników w wieku 10-70 lat.

Zawodniczka Wielkopolskiego Klubu Bałtyckiego wygrała zdecydowanie w grupie wiekowej powyżej 57 lat. Zwyciężając we wszystkich trzech sopockich startach, zdobyła Puchar Prezydenta Miasta. Ponadto organizatorzy uhonorowali pogromczynię Kanału La Manche nagrodą specjalną z okazji 32. rocznicy wielkiego sukcesu na wodach znanej cieśniny.
Wielką formę poznańska pływaczka potwierdziła dwa miesiące wcześniej na tradycyjnych zawodach w Lednicy. W rywalizacji o Błękitną Wstęgę też nie miała sobie równych w swojej kategorii wiekowej.
Poznanianka w przeddzień imprezy pokonała samotnie trasę wokół mola
w honorowej asyście przedstawicieli Marynarki Wojennej RP, działaczy sopockiego MOSiR-u i WOPR-u oraz licznie zgromadzonej publiczności, kończąc wyścig o godz. 16.55, tak jak wówczas w 1975 roku na wybrzeżu francuskim w Vissant.
Spory sukces odniósł również Jerzy Neumann z poznańskiego Startu, zajmując drugie miejsce w swojej kategorii wiekowej powyżej 65 lat. Został on również wyróżniony nagrodą specjalną prezydenta za wspaniałą postawę podczas dwuletnich startów w Sopocie.
Z kolei Blanka Zarzeczeńska, wykorzystując pobyt w Polsce, startowała jedynie w trzecim etapie Grand Prix. W mocno obsadzonej grupie 25-latków zajęła szóste miejsce, ale nie została sklasyfikowana w punktacji ogólnej.

Głos Wielkopolski dostępny także w wersji elektronicznej – ZAMÓW TERAZ SMS-em!

Autor artykułu: PAT

KADRA -Dziś biało-czerwoni odlatują do Portugalii

September 6th, 2007

Kadrowicze wczoraj po raz ostatni trenowali przed meczem z Portugalią (sobota, godz. 22, Estadio da Luz w Lizbonie) w niemieckim Muehlheim. Zamknięty trening trwał dwie godziny. Po południu Leo Beenhakker zdradził swoim podopiecznym taktyczne niuanse. Wizualna prezentacja strategii też była niedostępna dla osób postronnych.

Biało-czerwoni ćwiczyli w komplecie. Na zgrupowanie dojechał bowiem pomocnik Lecha, Rafał Murawski, który zastąpił kontuzjowanego Michała Golińskiego. Podobnie jak poprzednie zajęcia odbyły się one na boisku klubu TSV Lammerspiel.
Do stolicy Portugalii polscy reprezentanci odlecą dziś po południu. O godz. 11.30 spod hotelu Landhaus Waitz w Muehlheim zabierze ich autokar na lotnisko we Frankfurcie nad Menem, a stamtąd o 13.50 mają samolot do Lizbony, gdzie wyląduje o 15.45. Zamieszkają w hotelu ,,Solplay” w Linda-a-Velha na peryferiach miasta. Czwartkowy trening rozpocznie się o godz. 19.00 na Stadionie Narodowym w Oeiras pod Lizboną.

Więcej w dzisiejszym wydaniu Głosu Wielkopolskiego

Głos Wielkopolski dostępny także w wersji elektronicznej – ZAMÓW TERAZ SMS-em!

Autor artykułu: Radosław Patroniak

Bardzo duży maraton

September 6th, 2007

Takiej imprezy kolarskiej Poznań jeszcze nie widział. W niedzielę odbył się maraton MTB. Wzięło w nim udział 1150 pasjonatów kolarstwa górskiego z całego kraju. Ścigali się oni na trzech dystansach – 29, 63 i 96 kilometrów.

Bohaterów tej imprezy było kilkunastu. Zawsze na tego typu imprezie uwaga widzów i zawodników koncentruje się na tym kolarzu, który jako pierwszy dociera na metę na najdłuższym dystansie. W niedzielę był nim Marcin Piecuch z Rzeszowa, reprezentant Eska Team/Piecuch, który dystans 96 kilometrów (trasa wiodła znad Malty przez Antoninek, Gruszczyn, Uzarzewo, Biskupice, Promienko, rezerwat Dębiniec, Zbierkowo, Kociałkową Górkę, Promno, Górę, Jankowo, Święcinek, Gortatowo, Gruszczyn, Zieliniec i dalej nad Maltę) przejechał jako pierwszy. Zajęło mu to 3 godziny 10 minut i 7 sekund. Jako drugi, o sekundę później, zameldował się na mecie utalentowany Krzysztof Maciejewski z ekipy Corratec Team Poznań. Trzecie miejsce zajał Paweł Wiendlocha z Gliwic, jeżdżący w barwach DHL-Author, gorszy na mecie o 8 sekund od zwycięzcy.

Więcej w dzisiejszym wydaniu Głosu Wielkopolskiego

Głos Wielkopolski dostępny także w wersji elektronicznej – ZAMÓW TERAZ SMS-em!

Autor artykułu: Piotr Kurek

Biały paraliż trwa

July 3rd, 2007

Lekarze z gorlickiego szpitala masowo składają wypowiedzenia z pracy. Personel lecznicy w Nowym Sączu pracuje na zwolnionych obrotach – jak w weekendy. Tłum pacjentów odesłanych z kwitkiem z Gorlic i Nowego Sącza uderzył szturmem do bram szpitala w Krynicy. Lecznica pęka w szwach.
Lekarze ledwo wytrzymują
– Ludzie w dziale statystyki i procedur siedzą przy biurkach po 16 godzin, lekarze ledwo wytrzymują nawał pracy. Pracujemy naprawdę na maksymalnych obrotach. Przyjeżdżają pacjenci z całego regionu i na każdy oddział. Nawet porodówka przeżywa oblężenie. Przedwczoraj przyjęliśmy 9 porodów. Tyle bywało ale w latach osiemdziesiątych, w czasach demograficznego szaleństwa – mówi Marek Surowiak, dyrektor krynickiego szpitala. – Nie ma się jednak czemu dziwić – dodaje. – Gorlice stoją, w Nowym Sączu ostry dyżur od miesiąca. Ludzie nie mają innego wyjścia.
Jak się dowiedzieliśmy, środowisko lekarskie krzywym okiem patrzyło na kolegów z kurortu pod Jaworzyną, którzy nie przystąpili do strajku w formie ostrego dyżuru.
– To nie jest tak, że nie popieramy akcji protestacyjnej, że nie domagamy się systemowych zmian w służbie zdrowia. Na znak naszego wyraźnego poparcia dla tej inicjatywy nosimy plakietki, a budynek został oplakatowany. Nie chcemy jednak działać na zasadzie „na złość babci odmrożę sobie uszy”. Mamy po prostu wątpliwości komu i czemu strajk ma służyć – tłumaczy nam jeden z pracowników krynickiego szpitala.
Odpływ pacjentów
Dyrektor Artur Puszko, szef sądeckiej lecznicy przyznaje, że ordynatorzy poszczególnych oddziałów zauważyli odpływ pacjentów związany z pracą w formie ostrego dyżuru.
– Na szczęście nie obawiam się o straty finansowe z tego powodu, bo cały czas pracujemy powyżej limitów wyznaczonych kontraktem. Funkcjonowanie szpitala nie wygląda drastycznie odmiennie w stosunku do normalnego trybu. Różnica polega na tym, że codziennie jest 3–4 lekarzy mniej na oddziałach. Na razie nikt nie składa wypowiedzeń i mam nadzieję, że nie będzie mowy o takiej sytuacji. – tłumaczy Puszko.
Obaj dyrektorzy mają nadzieję na rozwiązanie problemu w ciągu najbliższych tygodni.
– Koszyk świadczeń bezpłatnych, decentralizacja Narodowego Funduszu Zdrowia i ustanowienie sieci szpitali to działania bezwzględnie konieczne i chyba w tym kierunku zmierza minister Religa. To nas cieszy – mówi Surowiak.
Zwolnili się z pracy
36 lekarzy zrezygnowało właśnie z pracy w gorlickiej lecznicy. W miniony piątek na biurko dyrektora szpitala Mariana Świerza trafiły wypowiedzenia z pracy. Akt ten faktycznie kończy trwający już siedem tygodni strajk. Chociaż uczestnicy protestu zapowiadali takie rozwiązanie, było ono olbrzymim zaskoczeniem i wywołało spore rozczarowanie społeczne.
Lekarze posunęli się do ostateczności. Ich cierpliwość skończyła się i nie bacząc na konsekwencje swej desperackiej decyzji złożyli wypowiedzenia z pracy. Tym samym, widmo bankructwa zawisło zarówno nad gorlickim szpitalem jak i powiatem (organem prowadzącym lecznicę).
Dotychczasowa akcja strajkowa pociągnęła za sobą tylko w przychodniach specjalistycznych straty sięgające 100 tys. złotych. Jakie będą w przypadku oddziałów jeszcze nie wyliczono. Informacje na ten temat będą dostępne w połowie lipca, po podsumowaniu pełnego miesiąca strajkowego.
– Kontynuowanie protestu w takiej formie może ograniczyć działalność szpitala. Z szacunków wynika, że zmniejszenie przychodów już o około 300 tysięcy złotych miesięcznie stanowi duże zagrożenie dla funkcjonowania lecznicy: zakłóci płynność finansową placówki, zablokuje terminową spłatę kredytów i pożyczek, a tym samym może spowodować, że już niebawem konta szpitala zajmie komornik – ostrzegał podczas ostatniej sesji Rady Powiatu Gorlickiego starosta Mirosław Wędrychowicz.
– Miesięczny protest jest wystarczający, a jego przeciąganie wywołuje konflikt pomiędzy lekarzami i pacjentami. Jestem lekarzem i mam świadomość potrzeby zmian systemowych, ale ja się pod taką formą protestu nie podpisuję – mówił dr Franciszek Rachel, długoletni pracownik i dyrektor gorlickiego szpitala.
Już w dniu obrad gorlickiej Rady Powiatu pojawiły się informacje o przygotowywanych przez lekarzy wypowiedzeniach z pracy. Nie zdementowała ich Małgorzata Gutterch, przewodnicząca gorlickiego Oddziału Związku Zawodowego Lekarzy. Nazajutrz wszystko się potwierdziło – lekarze jak zapowiadali, tak zrobili.
Okulistyka zagrożona
Starosta zwołał nadzwyczajne posiedzenie Zarządu Powiatu z udziałem dyrektora szpitala, który przedstawił sytuację kadrową lecznicy. Wynikało z niej, że są takie oddziały, w których wypowiedzenie złożył jeden lub dwóch lekarzy. Im nie powinno zagrażać niebezpieczeństwo likwidacji. Są jednak takie jak okulistyka, gdzie z pracy chce odejść czterech lekarzy, a w przypadku położnictwa – nawet siedmiu medyków.
– Ordynatorzy dostali do dzisiaj czas, by zastanowić się, czy są w stanie poprowadzić oddziały w tak okrojonym zespole – powiedział starosta Mirosław Wędrychowicz. – Jeśli nie będzie to możliwe, to zostaniemy zmuszeni do likwidacji niektórych z oddziałów. Tym samym o zapewnienie opieki nad pacjentami będą musiały zadbać szpitale z sąsiednich powiatów.
Zagrożony także żyrant
Jeśli sprawdzi się najgorszy scenariusz i w gorlickiej lecznicy likwidowane będą kolejne oddziały, to 109 tysięcy mieszkańców naszego powiatu będzie zmuszonych do korzystania z opieki medycznej szpitali w Jaśle, Tarnowie, Nowym Sączu, Krynicy. Ponadto utrata płynności finansowej szpitala i nieterminowa spłata kredytów spowodują zajęcie kont szpitala przez komornika. Do odpowiedzialności za zadłużenie szpitala pierwszy pociągnięty zostanie powiat, który jest organem prowadzącym. Na nim spoczywa obowiązek spłaty kredytów, które poręczył szpitalowi. Zadłużenie szpitala sięga dzisiaj ok. 20 mln złotych.
To prawie jedna trzecia rocznego budżetu powiatu gorlickiego. W przypadku konieczności natychmiastowej spłaty poręczonych kredytów, trzeba będzie zaciągnąć tzw. kredyt konsolidacyjny. Sytuacja może być dramatyczna. Zabraknie pieniędzy na inwestycje i niezbędne remonty. Śmierć szpitala może oznaczać bankructwo powiatu.
iwona kamieńska, agnieszka nigbor

Autor artykułu: